Zaczynam miewać powoli wolne chwile, w których chce mi się chwycić za cokolwiek, a nie położyć się spać. Na drutach zaczyna się dziać Ptarmigan (tak, jak sobie postanowiłam w Nowym Roku). Dropsowa Baby Alpaca Silk, akurat tyle resztek, że powinno wystarczyć.
H. to na razie mało problemowe dziecko. Je, śpi, trawi, wydala. Obiecywałam sobie, że nie będę porównywała dzieci, ale jeśli trafiają się 2 skrajne egzemplarze, z których jeden to nerwus ze wzmożonym napięciem mięśniowym, zbyt krótkim wędzidełkiem, przez które nie może poprawnie ssać i jest non stop głodny i rozdrażniony, którego nie da się nakarmić w nocy tak, by ,,odpadł'' i zasnął; drugi za to zupełny luzak, który śpi, ile może (w nocy 2 x po 5h), a najada się w kilka minut, to bez lekkiego porównania się nie obejdzie. Jest lżej, dużo lżej. Życzę wszystkim mamom takich bezproblemowców.
wtorek, 9 października 2012
wtorek, 2 października 2012
niedziela, 23 września 2012
Ewolucja
Kiedy zaczynałam robić na drutach, używałam drutów metalowych, które łatwo się wyginały, a końcówki miały tak słabo zabezpieczone, że trzeba było na końcach umieścić kawałek korka lub tektury, by oczka nie spadały.
Potem były druty teflonowe (a w każdym razie czymśtam powleczone czy pomalowane), niby lepsze, ale wcale nie lżejsze. Oczywiście długie, proste. Dzierganie na drutach żyłką było męką, żyłka w tamtych czasach była sztywna, łatwo się załamywała, a połączenie z drutem prawie zawsze haczyło.
Po wielu latach wzięłam w ręce druty bambusowe, leciutkie, miękkie, ciche. Zupełnie inna bajka. Nie nadawały się jedynie do koronek z cienkich włóczek ze względu na dość okrągłe końcówki.
Od jakiegoś czasu dziergam już niemal wyłącznie na żyłkowych Knit Pro lub Addi i w tej chwili nie widzę nic lepszego na rynku. Druty te mają miękką żyłkę, która zupełnie nie przeszkadza w robocie, a łączenia są gładkie. I chyba nie ma większej różnicy, czy są to druty z odczepianą żyłką, czy w całości. Jest to klasa sama w sobie. Długie druty wydają mi się teraz zbyt ciężkie, niezależnie od tego, z czego są zrobione.
Ciekawa jestem, co będzie dalej, jakie nowe materiały się pojawią, by druty były lepsze, a dziergaczkom żyło się lepiej. Moja sugestia do producentów: coś pomiędzy drutami długimi a żyłkowymi, ze sztywną wyłącznie częścią trzymaną wyłącznie w dłoni, ale nie połączone w całość.
Potem były druty teflonowe (a w każdym razie czymśtam powleczone czy pomalowane), niby lepsze, ale wcale nie lżejsze. Oczywiście długie, proste. Dzierganie na drutach żyłką było męką, żyłka w tamtych czasach była sztywna, łatwo się załamywała, a połączenie z drutem prawie zawsze haczyło.
Po wielu latach wzięłam w ręce druty bambusowe, leciutkie, miękkie, ciche. Zupełnie inna bajka. Nie nadawały się jedynie do koronek z cienkich włóczek ze względu na dość okrągłe końcówki.
Od jakiegoś czasu dziergam już niemal wyłącznie na żyłkowych Knit Pro lub Addi i w tej chwili nie widzę nic lepszego na rynku. Druty te mają miękką żyłkę, która zupełnie nie przeszkadza w robocie, a łączenia są gładkie. I chyba nie ma większej różnicy, czy są to druty z odczepianą żyłką, czy w całości. Jest to klasa sama w sobie. Długie druty wydają mi się teraz zbyt ciężkie, niezależnie od tego, z czego są zrobione.
Ciekawa jestem, co będzie dalej, jakie nowe materiały się pojawią, by druty były lepsze, a dziergaczkom żyło się lepiej. Moja sugestia do producentów: coś pomiędzy drutami długimi a żyłkowymi, ze sztywną wyłącznie częścią trzymaną wyłącznie w dłoni, ale nie połączone w całość.
sobota, 22 września 2012
Ale Akelaj
Z jednego, niemal całego motka 100% Pure Wool Merino (ok. 860m), na drutach nr 3,5. Jest dość duża, ale z połowy motka byłaby za mała, a gdybym zrobiła tylko trochę większą, to zostałoby mi takie trochę włóczki niewiadomonaco. A tak i resztek nie mam i opatulić się mogę.
Włóczka, jak to merino, miękka, lekko mechacąca się już w trakcie roboty, ale miła, niegryząca. Dzięki ręcznemu farbowaniu kolor nie jest jednolity. Niby nie mój, zawsze daleko mi było do fioletów, ale ten jest inny, podoba mi się.
Pisałam wcześniej, że w chuście jest błąd. Na zdjęciach go nie widać, nie pokażę, bo po co.
Włóczka, jak to merino, miękka, lekko mechacąca się już w trakcie roboty, ale miła, niegryząca. Dzięki ręcznemu farbowaniu kolor nie jest jednolity. Niby nie mój, zawsze daleko mi było do fioletów, ale ten jest inny, podoba mi się.
Pisałam wcześniej, że w chuście jest błąd. Na zdjęciach go nie widać, nie pokażę, bo po co.
niedziela, 16 września 2012
Zabawki
Rozmawiam z M. o zabawkach, z których wyrósł, a które będą dla dzidziusia. M. refleksyjnie:
- Dorośli też mają zabawki. Mamusie mają druty.
Mam od dziś (bo dziś jest okazja na dawanie mi prezentów) książkę ,,Victorian lace today''. Jeszcze nie ogarnęłam całości, ale jakaś krótka recenzja na pewno się pojawi. Mam pytanie do innych posiadaczek tego cuda: czy na 148 stronie też macie ,,Dummy text''?
- Dorośli też mają zabawki. Mamusie mają druty.
Mam od dziś (bo dziś jest okazja na dawanie mi prezentów) książkę ,,Victorian lace today''. Jeszcze nie ogarnęłam całości, ale jakaś krótka recenzja na pewno się pojawi. Mam pytanie do innych posiadaczek tego cuda: czy na 148 stronie też macie ,,Dummy text''?
Subskrybuj:
Posty (Atom)