Pokazywanie postów oznaczonych etykietą takie tam gadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą takie tam gadanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 czerwca 2023

Bez sensu

Też tak macie, że widzicie jakąś zrobioną prze kogoś rzecz, niby wszystko ok, ale gdzieś w środku coś wam mówi: ale to jest bez sensu?! Szkoda czasu, pieniędzy i dobrej włóczki. I nie chodzi mi o rzeczy, które po prostu nie są w waszym stylu i nie podoba się kolor lub kształt, ale ich natura kompletnie nie pasuje do tego, z czego i jak są zrobione.

Dla mnie takimi są:

  1. Myjki - kawałek szmatki, która dzięki wykonaniu z naturalnego włókna i swojej grubości zawsze będzie mokra. Bez sensu.
  2. Letnie ażurowe swetry/bluzki/sukienki zrobione z grubej wełny lub alpaki. Włókno, które świetnie się sprawdza do ogrzania użyte do ubrania, które ma tylko ozdabiać, a grzanie to ostatnia cecha, o której się myśli  w upale. Bez sensu.

Macie coś jeszcze?

Do posłuchania



czwartek, 9 marca 2023

O komentarzach

Odkryłam właśnie, że w bloggerze w zakładce komentarzy jest folder Spam. Zatem opublikowałam kilka zaległych waszych komentarzy z 2012 i 2013 roku. Wybaczycie małe opóźnienie?




wtorek, 21 lutego 2023

I tak nie zrozumiecie historii tej czapeczki

Long story short: jedna ze zrobionych przeze mnie czapeczek Give me the rum, Jack jeździła po Europie w trasie z The Rumjacks[1]. Sören z Rocking lens (klik w https://www.instagram.com/rockinglens/) zrobił na jednym z koncertów piękne zdjęcia i pozwolił mi ich użyć na stronie wzoru na Ravelry.



Tym samym mam najzaje najpiękniejsze i najbardziej profesjonalne zdjęcia moich udziergów w historii. Wzór darmowy, brać, dziergać, podpinać, bo głupio, żeby miał taką nikłą dziergalność 😉 


[1] Chyba wiadomo już, skąd nazwa wzoru 😀



środa, 5 października 2022

Pick me! Pick me!

 Zobaczcie, co się kryje na głównej stronie Ravelry :)


Moja czapeczka, Give me the rum, Jack. Ale fajne uczucie :)

Podobnie fajne jest, że byłam na jednym z koncertów, w czasie których były kręcone zdjęcia do



środa, 30 marca 2022

O tym, co zrobić, gdy ma się już wszystko

Nie oszukujmy się, nie potrzebujemy tego wszystkiego, co dziergamy. Oczywiście zawsze tłumaczymy sobie, że przecież ,,takiej chusty jeszcze nie mamy'' i ,,nigdy za dużo kardiganów'', ale chyba już nikt w to nie wierzy.
Problem z robótkami ręcznymi jest taki, że jak sama nazwa wskazuje, zostaje po nich jakaś zrobiona rzecz. Która zajmuje miejsce w szafie. Przepełnionej. 
Z drugiej strony ręce świerzbią i jak tu wytrzymać długo nie trzymając nic w dłoniach? 
Po latach wypracowałam takie wymówki:
  1. Robię rzeczy czasochłonne i ostatecznie zajmujące niewiele miejsca, a przy okazji będące wyzwaniem dla umiejętności. W tej chwili jest to The Williamson Stole. Nie mam pojęcia, ile czasu mi zajmie, raczej długie miesiące, może lata, dorabiam po kilka rzędów pomiędzy innymi robótkami.
  2. Robię rzeczy duże i czasochłonne, ale powiedzmy użyteczne, jak na przykład koc na zdjęciu poniżej
  3. Robię prezenty. Przyjemne z pożytecznym, a zawsze się jakaś okazja znajdzie.
Wydawałoby się, że rozwiązaniem mogłoby być robienie i sprzedawanie. Nie dla mnie. Ręczna praca zajmuje dużo czasu, a nawet jeśli jest doceniana, to raczej słownie, a nie pieniężnie. Gdy widzę, ile kosztują ręcznie robione chusty, to trochę mi przykro, bo chyba stawki godzinowe za nie wychodzą dość marnie. Dlatego nie.

A wy jak się oszukujecie?

Piosenka pozornie bez związku
Każdy komentarz wspominający choć słowem o polskim ,,hicie'' na tę melodię zostanie usunięty ;)

poniedziałek, 31 maja 2021

Tost z awokado

Kilka lat temu Nigella Lawson, znana kucharka-celebrytka pokazała w jednym z odcinków swojego programu jak zrobić tost z awokado. I dostała za to srogie bęcki. Oburzeni oglądacze BBC mówili, że nie po to płacą abonament, by oglądać taki poziom programów kulinarnych.
Bo Nigella może być najseksowniejszą kucharką, może to być tost z najlepszego chleba z najlepszym awokado, podane na srebrnej tacy i pięknie sfotografowane. Ale nadal to jest tylko tost z awokado.

Czy ma to coś wspólnego z moimi poszukiwaniami wzoru na kocyk? 


Być może.

W czasie tych poszukiwań znalazłam chyba najśmieszniejszą rzecz w historii ravelry: pod jednym (płatnym, a jakże) wzorów jedna z użytkowniczek dodała zdjęcia swojego kocyka z opisem (tłumaczenie nie jest dosłowne, mniej więcej oddaję sens): kocyk zrobiłam wg bezpłatnego wzoru wydrukowanego na banderoli włóczki, ale ponieważ jest identyczny jak ten, dlatego tu go umieszczam.

Choć może to nie jest takie śmieszne, jak na pierwszy rzut oka się wydaje?



środa, 28 kwietnia 2021

O rozmiarach szydełek

Kij w oko temu, kto wymyślił, żeby rozróżniać wielkość szydełek nie po rzeczywistym rozmiarze, ale wymyślonej numeracji.

Z drutami jest łatwiej - jeśli rozmiar nie jest oznaczony, to wystarczy zastosować taki gadżet i już wiadomo. No dobra, w krajach  w systemem imperialnym trudniej się liczy średnice, ale dlaczego musieli wymyśleć swoje oznaczenia, jeśli można było po prostu przeliczyć na milimetry? Tak samo dobre oznaczenie, a wiele by ułatwiło.

Z szydełkami jest gorzej. Mam stare szydełko z oznaczeniami C.F.I. 02. Znalazłam w sieci, że ma ono rozmiar 3mm i tak myślałam (i pisałam na blogu przy udziergach). Kupiłam więc sobie dla urozmaicenia szydełko 3,5. Popatrzcie na różnicę między nimi.

Poguglałam i dowiedziałam się, że rozmiar szydełka w milimetrach nie liczy się przy haczyku, ale mniej więcej w tym miejscu, gdzie na zdjęciu niżej szydełko styka się z miarką.




Zgodnie z tym szydełko C.F.I. 02 ma u mnie ok.2,7mm. (nie 2,75, mniej, ale więcej niż 2,5). Samo C.F.I. nie oznacza żadnego standardu numeracji, tylko Częstochowska Fabryka Igieł i tak, też uważam, że jest to ważniejsza informacja do umieszczenia, gdy masz bardzo ograniczone miejsce, niż jakiś rozmiar.

To szydełko z zieloną rączką ma haczyk ø4mm, ale tego druta dalej 3,5mm, czego oczywiście nie jestem w stanie sprawdzić powyższą miarką.


środa, 8 lipca 2020

O dzierganiu długodystansowym

Fajnie mi się czyta komentarze, w których chwalicie moje dłużyzny i cienizny i nie raz czytam (nie tylko zresztą u siebie), że nie miałybyście czasu i cierpliwości na zrobienie czegoś takiego.

Ale właśnie o ten czas chodzi. Żeby go zająć, a niewiele zrobić.

Oprócz tego, że lubię takie rzeczy, jest jeszcze jeden banalny powód - zaczyna mi brakować miejsca w domu na odkładanie dziergadeł. A robiąc taki szal mam 2 w jednym: zajęte ręce i zminimalizowane ryzyko przeładowania półek.

W tej chwili na drutach Williamson stole dziergany z Haapsalu [1].

Fakt, że kolejnego szala też nie potrzebuję, ale jeden na pół roku czy rok to nie jest też jakaś straszna ilość.

Jest jeszcze jeden, mniej oczywisty powód: tak naprawdę praktycznie nie potrzebuję kolejnych nowych rzeczy. W końcu dlatego swetry robię z dobrych włóczek, żeby wystarczyły na długo. Unikam szybkiej mody, więc nie muszę też szybko wyrzucać tego, co było modne w zeszłym roku.
W tym sezonie grzewczym zrobiłam 2 grube swetry, a prawda jest taka, że miałam okazję nosić tylko jeden z nich, chyba ze 2 razy. A miejsce jak zajmowały, tak zajmują.

Podobnie mam zresztą z książkami. Zdecydowanie bardziej doceniam długą, rozbudowaną powieść[2], w której wiele się dzieje, mam czas poznać bohaterów, pisarz nie szczędzi szczegółów, a po skończeniu czuję pewien zawód ,,To już koniec?'' niż zbiorek opowiadań, każde o czym innym [3]. Podobnie również nie mam już za bardzo gdzie odkładać papierowych wydań, ale tu akurat łatwo zadziałać kupując e-booki albo korzystając z biblioteki. Bibliotekę mam na podwórku, więc praktycznie w kapciach mogę wyjść i coś pożyczyć. W czasie koronawirusa jest nawet fajniej, bo wystarczy, że zadzwonię i książka za niedługo będzie na mnie czekała na ladzie.


Żeby było długo i relaksująco



[1] O włóczkach - cieniznach będzie osobny wpis.
[2] Z samego faktu bycia długą powieścią nie wynika fakt bycia ciekawą długą powieścią, patrz Szczygieł.
[3] Nie dotyczy felietonów. Uwielbiam felietony.

czwartek, 28 maja 2020

wip i prośby o radę

Już prawie koniec. Okazało się, że mimo sprucia i zaczęcia na nowo robię jednak inaczej niż w oryginale. No bo jeśli piszą, że środkowa część ma 129 oczek i 190 rzędów, to średnio rozgarnięta ameba domyśliłaby się, że nie będzie to kwadrat. Ale nie ja. Choć na obronę swoją mam, że zewnętrzna część chusty to 4 jednakowe kawałki, czyli w środku musi być kwadrat, prawda? Zobaczcie same - > klik do oryginału.



Oprócz żali mam jeszcze dwie prośby:
  1. Czeka mnie zszycie długiego kawałka ,,żywych'' oczek. Idealna sprawa dla kitchenera, ale nie lubię i chyba mnie rozumiecie. Czy znacie może jakąś inną metodę na połączenie takich oczek, najlepiej wyłącznie przy użyciu drutów ew. szydełka?

  2. Zaczynam już rozglądać się za kolejnym wyzwaniem, być może znów coś tej samej autorki - Filmy Fern Shawl albo Kowhai and Fern Shawl. W pierwszym przypadku jest to włóczka typu cobweb, drugim lace ok. 1500m/100g. Czy znacie jakieś włóczki tej cienkości, 100% naturalnego składu, ale nie moherowe, dostępne w polskich sklepach? Obecnie robię z Merino Superwash Campolni i jeśli nic innego nie znajdę, to przy niej zostanę.



piątek, 8 maja 2020

wip... I did it again

Po ponad dwóch tygodniach codziennego dziergania wróciłam do stanu z poprzedniego posta.

A wystarczyło przeczytać w książce z wzorami, że między wzorem A (zewnętrzna ramka) i B (środkowy kwadrat) trzeba zrobić jeszcze kilka dodatkowych rzędów.

W takim razie Organek


poniedziałek, 16 marca 2020

Dzierganie w kwarantannie

Tak, to jest ten moment, w którym możecie z czystym sercem odpowiedzieć złośliwcom, po co wam te wszystkie zapasy włóczek.

I mówię ci: zostań w domu






piątek, 7 lutego 2020

1+1=1

Odkrycie druciarskiej Ameryki.

1 nitka kosmatej włóczki i 1 jedna gładkiej włóczki tworzy jedną puchatą włóczkę o grubości nie mniejszej niż suma składników.


Jeśli do tego weźmiemy kolory zbliżone do siebie, to niemal nie widać, że jest włóczka składana.

Ja wiem, że to nic nowego, ale pozwólcie mi się nacieszyć ;)


oraz zaległe, bo zapomniałam dodać do poprzedniej notki





poniedziałek, 4 listopada 2019

piątek, 20 września 2019

Gdyby ktoś chciał pouczyć się języków

Może to zrobić na jednym z sześciu (słownie sześciu!) tłumaczeń mojego wzoru.


Wzór jest darmowy i dobre kobiety z całego świata postanowiły go również bezinteresownie przetłumaczyć, by więcej osób miało radochę z dziergania.

Tak ogólnie uważam, że nauka języków to niesamowita sprawa. Oprócz oczywistej zalety, jaką jest łatwość porozumienia się jest to niezła gimnastyka dla mózgu. Gdy już wyrośniemy z wieku szkolnego i nie bombardujemy naszego umysłu nową wiedzą, gdy przestajemy go zmuszać do wysiłku, jest to jedna z form utrzymania go w formie na stare lata.
Czy też macie takie wrażenie, że gdy w obcym kraju porozumiecie się w obcym języku to jest niemal tak, jakbyście posiadły supermoc? ;) Zwłaszcza gdy nie jest to oczywisty, znany wszystkim angielski.

Sama ostatnio tłukę 2 języki (ciekawe, czy ktoś zgadnie jakie? można się domyśleć na podstawie zawartości moich blogów i nie jest to angielski) na Duolingo - można na https://www.duolingo.com oraz w appce na telefon. Mam wrażenie, że 15 minut tak spędzone (np. w kolejce do lekarza albo czekając na trenujące dziecko) jest bardziej efektywne niż te same 15 minut z czytaniem głupot w internecie. Cały pomysł tej aplikacji polega na tym, żeby uczyć się niekoniecznie dużo na raz, ale regularnie.

Mała podpowiedź

poniedziałek, 15 lipca 2019

Zagadka

Teoria wielkiego podrywu, sezon 11, odcinek 4. Raj pomaga w przygotowaniu ubranek dla dziecka Howarda i Bernadette.

Zagadka: co jest nie tak?



Nagród nie przewiduję 😉

środa, 20 lutego 2019

Rodzinnie

H. narysował rodzinę. Mama oprócz pięknej blond fryzury wyróżnia się sweterkiem. Wzrusz.

poniedziałek, 30 października 2017

#touczucie

Gdy robisz przez kilka miesięcy dużą chustę, a po zdjęciu z drutów uświadamiasz sobie, że zamiast rozłożystego trójkąta masz ściśnięty rogal, bo za ciasno przerabiałaś oczka brzegowe.

Do sprucia. Nawet nie blokuję.

sobota, 26 września 2015

50 faktów o mnie

Pod wpływem Wełnianych myśli.

1. Oglądam dużo tv, ale głównie stacje informacyjne i programy filmowe. Ostatnio uświadomiłam sobie, że gdyby wyłączyli mi TVP 1 i 2, TVN i zwykły Polsat, to bym tego nawet nie zauważyła, a najczęściej włączam Comedy Central, fox, universal i tym podobne lub oglądam filmy z VOD.

2. Nie lubię świeżych (w sensie surowych) pomidorów. Z dziwnych powodów jest to sensacja, z której przy niemal każdym zamawianym daniu muszę się tłumaczyć, a podający dziwią się, czemu nie mogę po prostu wyjąć pomidora z sałatki (tak, zostawiając całą masę tej obrzydliwej galarety i ziarenek w środku).

3. Lubie ubierać się na czarno. Bez żadnych mrocznych podtekstów, po prostu lubię.

4. Nie znoszę czerwonego.

5. Zwykle robię kilka rzeczy jednocześnie. Mam rozpoczętych kilka robótek, zaczętych kilka książek, a gotując mogę przecież oglądać tv i przeglądać maile.

6. Uwielbiam seriale, ale nie w sensie tasiemców. Głównie kryminalne i sitcomy. W tej chwili oglądam Siostrę Jackie, Teorię wielkiego podrywu, Przyjaciół i czekam na kolejny sezon Castle'a.

7. Przynajmniej raz w roku lubię obejrzeć Dumę i Uprzedzenie (oczywiście tę jedyną najlepszą) i Dziennik Bridget Jones.

8. Lubię być na przekór.

10. Nigdy nie leciałam samolotem.

11. Ani nie jeździłam na nartach.

12. Nie znoszę upałów.

13. Wolę sama organizować sobie wakacje, toteż w połączeniu z p.12 nigdy nie zobaczycie mnie na wakacjach z biura podróży w Egipcie czy innej Tunezji.

14. Lubie góry jesienią i puste szlaki.

15. Mojego męża poznałam najpierw w sieci, a było to w czasach, gdy internetu w domach jeszcze nie było, tylko szczęśliwi studenci mieli dostęp do terminali na uczelniach. Na pierwszej randce obserwowaliśmy kometę Hale'a-Boppa.

16. Nie podążam za modą. Wszystkie rzeczy, które kupuję muszą wystarczyć na więcej niż jeden sezon.

17. Nie lubię obecnej męskiej mody, brody, w których wyobrażam sobie resztki jedzenia z ostatniego tygodnia i obcisłe galoty nie są męskie. Nie i już.

18. Od ponad 20 lat uczę się angielskiego i ciągle mi mało.

19. A na dźwięk brytyjskiego akcentu dostaję dreszczy. Tych przyjemnych.

20. Cały czas zabieram się za naukę jakiegoś obcego, ale mniej popularnego języka, np. szwedzkiego lub norweskiego, ponieważ

21. Ciągnie mnie ku Skandynawii.

22. A w moim domu można zrobić reklamę IKEI.

23. Mam ciągle zimne stopy i dłonie.

24. Jestem leniwa i odkładam rzeczy do zrobienia na później.

25. Urodziłam i wychowałam się nad morzem i jest to jedna z lepszych rzeczy, które trafiły się mojemu dzieciństwu (nie to, że było złe :), ale morze dodało mu +100 punktów do fajności).

26. Jestem nerwusem.

27. Uwielbiam jeść na mieście.

28. Jestem uparta. Oj, bardzo.

29. 2 razy oddawałam honorowo krew, mogą mnie kłuć do woli.

30. Nigdy nie byłam w szpitalu z powodu chory/wypadku (ciąż i porodów nie liczę), a w trakcie pierwszego porodu, by zająć sobie czymś głowę między skurczami, przypominałam sobie różnicę między całką Riemanna i Lebesgue'a.

31. Staram się cieszyć drobiazgami.

32. Lubię myśleć, że znam osoby, które w moim wieku były babciami dzieci starszych niż mój młodszy syn.

33. Lubię chodzić po księgarniach, sklepach papierniczych (pewnie też o ten zapach papieru chodzi) i z włóczkami (to ostatnie to chyba oczywiste).

34. Nie znoszę marudzenia i użalania się nad sobą.

35. Nie lubię, gdy ludzie pytają Czemu tak smutno wyglądasz?. Ja tak po prostu wyglądam. I dodają Zjedz coś, taka chuda jesteś. Nie jestem chuda, a jak chcę, to jem.

36. Zdaniem niektórych stwarzam zagrożenie na drodze, bo staram się nie przekraczać dozwolonej prędkości i przepuszczam pieszych na przejściu.

37. Jestem pacyfistką. Taką pierwotną, szczerą, od serca, uważam, że wojny i przemoc to największa porażka ludzkości.

38. Nie umiem słuchać komplementów.

39. Odkąd pamiętam, trzęsą mi się ręce gdy robię coś wymagającego precyzji. Mi to nie przeszkadza i tego nie widzę, ale ludzie dziwnie reagują i chcą mnie wyręczać. Nie robić tego!

40. Drażni mnie zdrabnianie, ciamcianie, upupianie, mówienie nasi milusińscy, pieniążki, kochanieńka i dzieciaczki.

41. Każdy kryminał mogę czytać dowolną liczbę razy, i tak nie pamiętam, kto zabił.

42. Mimo ścisłego umysłu, jestem kompletnym beztalenciem jeśli chodzi o sprawy kablowo-elektryczno-sprzętowe.

43. Nie umiem powiedzieć RRRRRRRR, tylko króciutko r. Dlatego omijam niektóre wersy w książeczkach dla dzieci, te wszystkim BRRUM, BRRUM i WRRRR, które robią samochody.

44. Nie lubię mody na łyse okna. Firanki, zasłonki, rolety, żaluzje, cokolwiek, byle nie czarna dziura ziejąca w nocy.

45. Gdy coś mi się nie podoba, to nic mnie nie zmusi to skomplementowania tego. Wolę wtedy siedzieć cicho.

46. Nie przepadam za herbatą. Owszem, napiję się w gościach, ale źle się czuję, gdy gospodarz proponuje mi napicie herbaty regularnie co 3 minuty, zaczynając jak tylko stanę w progu.

47. Wolę koty.

48. Bywam ,,złą matką'', pozwalam dzieciom się ubrudzić, nie posprzątać zabawek, nie zjeść obiadu i napchać frytkami i pizzą.

49. Mam doktorat z matematyki, ale to już pewnie wiecie.

50. I dlatego zdarza mi się mylić w prostych obliczeniach.

51. Nie lubię opowiadać publicznie o swoim życiu.

piątek, 15 maja 2015

No i skończyło się rumakowanie

Miałam plan, by zmienić wygląd bloga na nieco nowocześniejszy. Internet niestety rządzi się swoimi prawami i kto się nie rozwija, to tak naprawdę się cofa.
Nowy wygląd był, ale mimo, że mi się podobał, to miałam wrażenie, że wcale nie jest lepszy ani bardziej czytelny od poprzedniego. Mimo ładnej czcionki i dobranych kolorów nie przekonało mnie dzielenie tekstu postu i wyświetlanie na głównej stronie tylko fragmentu. Wkurzyło mnie mocno, że nie wyświetla daty opublikowania postu (w wersji angielskiej wyświetla, próbowałam kilku innych podobnych szablonów i dostawałam wyłącznie godzinę publikacji, bez daty).

Przejrzałam też moje ulubione blogi z różnych dziedzin i zauważyłam, że te, które pisane są wyłącznie dla przyjemności, a nie dla zysku, na których nie uświadczysz reklam ani postów sponsorowanych, mają prosty, nawet nieco przestarzały wygląd, grafikę ograniczoną do minimum, a całą ich siła tkwi w treści. Nie to, żebym miała coś przeciwko blogom zarobkowym, czytam wiele z nich, całkiem sporo lubię. Ale że nie biję się o sponsorów, o kliki, o liczbę odsłon i wysoki ranking w googlu, licząc głównie na stałych czytelników, to i fajerwerków nie muszę mieć.
Drugą moją myślą było, że sama przecież i tak nie zwracam uwagi na wygląd blogów (dopóki nie przeszkadza on w czytaniu), bo zdecydowaną większość z nich czytam w Feedreaderze, który daje mi wyłącznie samo mięcho, czyli treść bez oprawy.

Dołączając do tego moją porażkę z próbą spolszczenia i poskromienia javascriptu, z ulgą wróciłam do starego wyglądu. Wróć, nie do końca starego. Oczywiście blogger umożliwia zapisanie swojego schemat do późniejszego odtworzenia, ale to częściowo ściema - po wgraniu na nowo coś było nie tak, nie wszystkie moje ręczne ustawienia się odtworzyły, a najgorsze było to, że sama nie pamiętałam, co się nie zgadza. Skończyło się na tym, że wymieniłam zdjęcie w nagłówku, przetasowałam linki i tak już zostanie.

sobota, 25 kwietnia 2015

wip

Początki sukienki z przed-poprzedniego posta odeszły w dzierganiowy niebyt. Zdawałam sobie sprawę z tego, że wzór żakardowy będę przerabiać ciaśniej niż jednokolorowy, ale różnica była zdecydowanie za duża, spódnica-bombka to nie jest to, co mi sie podoba najbardziej.

W tej chwili próbuję wymyślić coś z różnych resztek, które w całkiem sporych ilościach zalegają w domu. To jest podejście nr 2:


Zabieram się za niego całkiem, ykhm, profesjonalnie, notuję każdy rząd, liczbę oczek, wszelkie zmiany, gdzie marker, gdzie zabrać, a gdzie dodać. I mam nadzieję, że dzięki temu będzie łatwiej potem spisać wzór.




Jak widzicie, zmieniłam też skórkę bloga. Darmowa, pobrana z http://www.soratemplates.com/. I wiecie, od ponad 15 lat pracuję ogólnie mówiąc nad WWW, a tym razem poległam. Po wstępie postu jest link ,,Continue reading'', a ja za nic nie jestem w stanie znaleźć, gdzie to cholerstwo siedzi, żeby przetłumaczyć na polski. Przeryłam cały kod, całe css-y, nawet do skryptów javy zajrzałam, a tego nie znalazłam. Jak również ikonek, które są poniżej tego napisu. Gdzie one są?!