Temat wałkowany co jakiś czas na różnych blogach, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by go podnieść jeszcze raz.
Zacznę od odległej historii. Dawno temu, zanim dziewiarstwo trafiło do internetu, wzory czerpałam z głowy (czyli z niczego) lub z Sandry, później Sabriny. Pojawiał się jednak zawsze problem przy ażurach, bo moje ,,2 o. razem'' zawsze leżały w inną stronę niż na zdjęciach, niczym nie różniły się od przeciągnięcia (które to wydawało mi się najbardziej idiotyczną czynnością, skoro efekt jest identyczny jak przy dwóch razem), a bardziej skomplikowanych oczek nie udawało mi się nijak zrobić. Problem wyjaśnił się wraz z olśnieniem, że oni tam wszyscy 2 oczka razem robią atakując od lewej do prawej, a ja robię odwrotnie. Tylko czemu wcześniej tego nie powiedzieli?
Dla jasności, moje oczka w ściegu gładkim wyglądają tak
Jak (powinno być) widać lewa nóżka każdego oczka jest z przodu, a prawa - z tyłu druta. Jest to o tyle fajne, że 2 oczka razem robię szybko po prostu wkłuwając się w 2 oczka.
Ba! Bez problemu można tak zrobić 3, 5, a nawet 10 oczek razem. A gdy leżą inaczej? Hę? Spróbujcie je zajść od lewej strony. Albo robić sssssssssssssk.
Gdy mam przerabiać rzędy parzyste moje oczka czekające na przerobienie ich na lewo wyglądają tak
Czyli lewa nóżka z tyłu, prawa - z przodu.
Nie jest to teraz dla mnie żadnym problemem, by robić prawidłowo wszystkie możliwe oczka. Wiem, co zrobić, by położyć je w prawo i w lewo. Wiem, przy których skomplikowanych oczkach która operacja jest potrzebna. Wiem, że zapis w niemal wszystkich wzorach jest ,,ten inny'', swoje wzory też zapisuje w powszechnej konwencji, żeby innym było łatwiej.
Czy da się ujednolicić zapis tak, by każdy robiąc dowolną metodą przeczytał zapis prawidłowo? Sądzę, że wątpię. To nie jest matematyka (choć pisanie wzoru bardzo kojarzy mi się z tworzeniem matematycznej pracy naukowej), nie ma odgórnych reguł, nie ma Światowego Kongresu Dziewiarstwa, który nakazałby jeden odgórny zapis i metodę przerabiania - wszystkie są dobre, bo dają taki sam efekt. A nawet jeśli nie dają, ale twórca jest zadowolony - to jego sprawa.
Mój profesor wykładający historię i filozofię matematyki powiedział kiedyś, że gdy matematycy szykują się do dyskusji, to najpierw ustalają definicje, trochę to trwa, ale potem co za przyjemność dyskutowania! I jak tak mam - mogę mieć opis z bardzo dziwnymi, pierwszy raz widzianymi znakami, ale jeśli są jasno opisane - to żaden problem, dopasowuję się do konwencji.
Każdy może wymyślić swój własny sposób opisywania i go rozpowszechniać ile sił, ale najbardziej upowszechnią się te najczęściej używane i najbardziej czytelne. Można pisać, że we wzorze używam ,,2 oczka razem położone w lewo''[1], ale wystarczy napisać ssk i cały angielskojęzyczny świat wie, o co chodzi. A tak trzeba się tłumaczyć. Jeśli piszę wzory i je upubliczniam, co więcej sprzedaję je, to niestety muszę dostosować się do najbardziej popularnej konwencji. Pisanie dwóch (lub więcej) wersji też za wiele sensu nie ma.
Choć fajnie byłoby zmienić świat, prawda?
[1] Szczerze mówiąc wolałabym właśnie tak.
poniedziałek, 2 marca 2015
piątek, 9 stycznia 2015
Noworocznie
Chyba pierwszy raz w życiu tak wyraźnie wyrażam swoje (blogowe) postanowienie noworoczne, które brzmi krótko i treściwie: żadnych postanowień.
Żadnych wyzwań, żadnych obietnic, ile czego kiedy zrobię. Ma być pełen spontan. Nie musi być łatwo i lekko, ale na pewno przyjemnie i bez spinania się.
Nowy Rok miałam przywitać nowym swetrem. Sweter jest, owszem. Teoretycznie taki, jak lubię. Zgodny z opisem, włóczka ładna, pasuje do wzoru i fasonu, wszystko niby w porządku, ale coś jest nie tak. Chemia nie teges. Zakładam, oglądam, myślę, że może jednak, ale może jednak nie. I odkładam. Wszystko wskazuje na to, że winny jest nieco rozmiar, jak go nieco wydłużę, trochę poszerzę przód, to będzie ok. I wiecie, że wcale nie przeraża mnie wizja zrobienia swetra jeszcze raz? Jak tym razem ma być idealnie, to poczekam jeszcze trochę. Tym razem zrobię przód i tył razem na okrągło, będzie łatwiej kontrolować szerokość. Z tą kontrolą w trakcie dziergania nie było łatwo - szwy boczne nie są na środku, ale po zewnętrznej stronie warkoczy. Dodając jeszcze do tego wydłużony tył i ściągający się do środka przód dostajemy 2 kawałki dzianiny nijak nie mające się porównać do żadnego swojego znanego wymiaru.
Chwaliłam kiedyś Brooklyn Tweed za doskonałość opisów. Tym razem coś nie wyszło. Pogubiłam się nieco przy opisie wykończenia dekoltu, coś kazano mi zrobić szydełkiem, ale nie wyjaśniono po co i jak to ma ostatecznie wyglądać. Na szczęście szybkim rzutem oka w Ravelry sprawdziłam, że nie tylko ja miałam taki problem - napisałam, dostałam odpowiedź, działa. A wszystko to, że ,,single crochet'' zrozumiałam jako ,,pojedyncze oczko'' w sensie, że jedno, a nie że to tylko półsłupek. No i mogliby w końcu nauczyć się, co to system metryczny.
Żadnych wyzwań, żadnych obietnic, ile czego kiedy zrobię. Ma być pełen spontan. Nie musi być łatwo i lekko, ale na pewno przyjemnie i bez spinania się.
Nowy Rok miałam przywitać nowym swetrem. Sweter jest, owszem. Teoretycznie taki, jak lubię. Zgodny z opisem, włóczka ładna, pasuje do wzoru i fasonu, wszystko niby w porządku, ale coś jest nie tak. Chemia nie teges. Zakładam, oglądam, myślę, że może jednak, ale może jednak nie. I odkładam. Wszystko wskazuje na to, że winny jest nieco rozmiar, jak go nieco wydłużę, trochę poszerzę przód, to będzie ok. I wiecie, że wcale nie przeraża mnie wizja zrobienia swetra jeszcze raz? Jak tym razem ma być idealnie, to poczekam jeszcze trochę. Tym razem zrobię przód i tył razem na okrągło, będzie łatwiej kontrolować szerokość. Z tą kontrolą w trakcie dziergania nie było łatwo - szwy boczne nie są na środku, ale po zewnętrznej stronie warkoczy. Dodając jeszcze do tego wydłużony tył i ściągający się do środka przód dostajemy 2 kawałki dzianiny nijak nie mające się porównać do żadnego swojego znanego wymiaru.
Chwaliłam kiedyś Brooklyn Tweed za doskonałość opisów. Tym razem coś nie wyszło. Pogubiłam się nieco przy opisie wykończenia dekoltu, coś kazano mi zrobić szydełkiem, ale nie wyjaśniono po co i jak to ma ostatecznie wyglądać. Na szczęście szybkim rzutem oka w Ravelry sprawdziłam, że nie tylko ja miałam taki problem - napisałam, dostałam odpowiedź, działa. A wszystko to, że ,,single crochet'' zrozumiałam jako ,,pojedyncze oczko'' w sensie, że jedno, a nie że to tylko półsłupek. No i mogliby w końcu nauczyć się, co to system metryczny.
niedziela, 21 grudnia 2014
środa, 10 grudnia 2014
O cienkich drutach, czyli po plotach w Splotach
Byłam w sobotę na dziergadaniu w Splotach. Było miło, ciepło, na stole kawa, milion kalorii i wiele metrów włóczek. W rękach miałam akurat Wake dłubany na trójkach i usłyszałam dużo dobrych słów na temat ich maleńkości i precyzji mojego wykonania. Podziękowałam szczerze, pomyślałam raz jeszcze i upewniłam się po raz kolejny, że ja najbardziej lubię cienkie druty: 3, 3,5, najwyżej 4. Gdyż:
A parę dni wcześniej byłam na indywidualnych warsztatach z fotografii (prezent od męża - polecam takie rozwiązanie, jak nie macie pomysłu na prezent). Wiele czasu nie było, ale uporządkowano mi wiedzę, trochę sie nauczyłam. No i gdybym miała w domu porządną lampę i dużo białego, to bym zawsze robiła takie zdjęcia
Tak, wzięłam specjalnie te rzeczy, żeby mieć na czym ćwiczyć. Sprytna ja.
- małe druty wygodniej się trzyma - mam małe dłonie i tak mi jest lepiej. Raz dziergałam coś na szóstkach - koszmar, myślałam, że nie dam rady.
- lubię takie delikatności - owszem, czasu potrzeba więcej, ale gdy już się nosi gotowy udzierg, można sobie popodziwiać własną cierpliwość. Da się zawrzeć więcej i bardziej wyrafinowanych wzorów.
- na małych drutach dłużej się robi - ale to tak, jak z czytaniem: grubą książkę czyta się dłużej, ale jest więcej bohaterów, wydarzeń, opisów, generalnie można się do niej bardziej przywiązać niż do nowelki, a mimo znacznej objętości po przeczytaniu czasem pozostaje pytanie: to już? tak szybko? Z pracą zrobioną szybko nie ma się kiedy emocjonalnie związać.
A parę dni wcześniej byłam na indywidualnych warsztatach z fotografii (prezent od męża - polecam takie rozwiązanie, jak nie macie pomysłu na prezent). Wiele czasu nie było, ale uporządkowano mi wiedzę, trochę sie nauczyłam. No i gdybym miała w domu porządną lampę i dużo białego, to bym zawsze robiła takie zdjęcia
Tak, wzięłam specjalnie te rzeczy, żeby mieć na czym ćwiczyć. Sprytna ja.
wtorek, 2 grudnia 2014
Wsparcie potrzebne
Najpierw zobaczyłam to
Zachwyciłam się. Uwielbiam wełniane spódnice i sukienki. Ponadto wzór darmowy do pobrania z Vogue knitting. Ale potem przyszła refleksja, że nie wyglądam przecież, jak modelka na tym zdjęciu. Gruba nie jestem, ale zdecydowanie bardziej przypominam panią z pierwszych zdjęć na Ravelry niż Twiggy. Po szybkim spojrzeniu na wydziergane sukienki widzę też, że nie wszystkie zachwycają. Jeśli już miałabym ją wydziergać, musiałabym to zrobić bardzo profesjonalnie, z włóczki doskonałej jakości i pewnie opanowawszy wcześniej wszystkie potrzebne techniki.
Powiedzcie, warto zaczynać? Dobre rady, plisss :)
Zachwyciłam się. Uwielbiam wełniane spódnice i sukienki. Ponadto wzór darmowy do pobrania z Vogue knitting. Ale potem przyszła refleksja, że nie wyglądam przecież, jak modelka na tym zdjęciu. Gruba nie jestem, ale zdecydowanie bardziej przypominam panią z pierwszych zdjęć na Ravelry niż Twiggy. Po szybkim spojrzeniu na wydziergane sukienki widzę też, że nie wszystkie zachwycają. Jeśli już miałabym ją wydziergać, musiałabym to zrobić bardzo profesjonalnie, z włóczki doskonałej jakości i pewnie opanowawszy wcześniej wszystkie potrzebne techniki.
Powiedzcie, warto zaczynać? Dobre rady, plisss :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
