robię i na bieżąco kontroluję, czy to jest to, co miało być
włóczka jest szlachetna, więc wzór ma być prosty, ale z detalami, które tę prostotę tylko podkreślą (czyli to, co uwielbiam w skandynawskich udziergach)
Punkt 1 widać, że się udało zrealizować. 2 i 3 są już bardziej subiektywne, ale uwierzcie mi, też są spełnione.
Te drobne detale w formowaniu to na przykład skosy na ramionach (a jak
napisałam, bluzeczka nie ma szwów, więc trochę musiałam się nagłowić,
jak to rozwiązać).
Włóczka jest cudowna w dzierganiu, cienka, ale przyjemna. Jedyna wada to to, że strasznie farbuje. Tak wyglądały moje ręce po godzinie pracy 😱 Przepłukana w occie, oby pomogło.
Wzór: z głowy Włóczka: jedwab bourette Campolmi, prawie cała 1 cewka. Ze starych zapasów, już nie produkowana. Druty: 2,75
Wzór warty absolutnie każdego wydanego na niego centa. Dawno temu zrobiłam jakieś swetry podobną techniką, ale to było naprawdę nic w porównaniu do urody tego.
Patrzę, macam, ocham i acham i czekam, aż temperatury na dworze spadną o 20 stopni.
Idealnie oczywiście nie jest. Nie wiem, czemu ściągacz wyszedł mi lekko skręcony. Jest on przerabiany oczkami przekręconymi, ale nie pierwszy raz tak robiłam i nie miałam wcześniej takich problemów.
Muszę też popracować nad napięciem nici - jednokolorowy dół wydaje mi się nieco szerszy. Mimo że bardzo starałam się, żeby nitki przeciągane po lewej strony były dość luźne.
Oryginalny wzór jest przewidziany na grubszą włóczkę. Żeby osiągnąć swój rozmiar s/m nabrałam oczka jak na xl.
Też tak macie, że widzicie jakąś zrobioną prze kogoś rzecz, niby wszystko ok, ale gdzieś w środku coś wam mówi: ale to jest bez sensu?! Szkoda czasu, pieniędzy i dobrej włóczki. I nie chodzi mi o rzeczy, które po prostu nie są w waszym stylu i nie podoba się kolor lub kształt, ale ich natura kompletnie nie pasuje do tego, z czego i jak są zrobione.
Dla mnie takimi są:
Myjki - kawałek szmatki, która dzięki wykonaniu z naturalnego włókna i swojej grubości zawsze będzie mokra. Bez sensu.
Letnie ażurowe swetry/bluzki/sukienki zrobione z grubej wełny lub alpaki. Włókno, które świetnie się sprawdza do ogrzania użyte do ubrania, które ma tylko ozdabiać, a grzanie to ostatnia cecha, o której się myśli w upale. Bez sensu.
Z jednej strony nic specjalnego - duży prostokąt zrobiony wyłącznie oczkami prawymi (nuuuda). Kiedyś myślałam, że robienie takich prościzn to trochę niewykorzystane własnych umiejętności. Dlatego to tej pory wszystko, co robiłam miało coś wymagającego więcej zaangażowania, warkocze, ażury albo przynajmniej wyrafinowaną formę.
Z drugiej strony - chyba dawno nie zrobiłam czegoś, z czego byłabym tak zadowolona. Koc jest po prostu idealny. W swojej prostocie i swojej wygodzie. Stał się ulubionym nie tylko moim. Bitw na szczęście nie ma, bo dwie osoby jednocześnie też da się nim owinąć.
Wzór - garterem po skosie. Jest kilka takich podobnych na Ravelry, nie linkuję, kto chce, to znajdzie, reszta nie potrzebuje nawet opisu, by wiedzieć, jak zrobić.
Jest tylko jedna niedoskonałość [1]: ponieważ wzór jest bardzo równy, a robótka dwustronna, bardzo ciężko było mi ukryć łączenie nitek. Nawet bardzo równe wplecenie końcówek powoduje niewielkie wybrzuszenie, a magiczne supełki są jednak supełkami i te grudki też trochę widać. Koc jest dla mnie, więc się nie przejmuję, ale gdybym robiła taki dla kogoś, miałabym problem.
Włóczka: Alaska Drops (100% wełna, 70m/50g), ponad 1,5kg, ale trudno mi teraz zważyć. Druty: 5 Wzór: z głowy.
A skoro o niedoskonałościach mowa, dziś również taka w kąciku muzycznym. Nadal jaram się, że moja czapeczka robi karierę muzyczną, właśnie wystąpiła w teledysku
I czy tylko ja widzę tę źle wciągniętą nitkę?! (można od razu przejść do 2:33)
[1] Zawsze lubiłam, gdy w reklamach używało się tego słowa na pryszcze i inne cholery na twarzy ;)
Odkryłam właśnie, że w bloggerze w zakładce komentarzy jest folder Spam. Zatem opublikowałam kilka zaległych waszych komentarzy z 2012 i 2013 roku. Wybaczycie małe opóźnienie?